Zwalczanie karaluchów i prusaków – niełatwe zadanie

Zwalczanie karaluchów i prusaków – niełatwe zadanie

O karaluchach krąży opinia, że to zwierzęta, które przeżyłyby nawet katastrofę w rodzaju wybuchu nuklearnego.

Stworzenia te mają bowiem świetne zdolności adaptacyjne, a co ciekawe, są w stanie przeżyć nawet pozbawione zasadniczych części ciała, a podstawową przyczyną ich śmierci jest niedobór substancji odżywczych. Podobnie jak wszelkiego rodzaju szkodniki, są nieproszonymi gośćmi tam, gdzie się pojawią, gdyż mogą powodować rozmaite szkody, tak materialne, jak i zdrowotne. Zaś ich fizyczna aparycja i osiąganie przez poszczególne osobniki rozmiary sprawiają, że ich obecność wzbudza także odrazę i tworzy w danym miejscu przykre wrażenie estetyczne.

 

Z czym walczymy?

Karaluchy i prusaki to raczej popularne określenia, nazywające owady należące do grupy karaczanów. Karaluchy, czyli karaczany wschodnie, to stworzenia osiągające wielkość nawet trzech centymetrów, ubarwione ciemnobrązowo lub wręcz czarno. Karaczany prusaki są o połowę mniejsze od swoich kuzynów i jaśniej ubarwione, ale jednocześnie są bardziej ekspansywne, ponieważ znacznie szybciej się namnażają i potrafią poruszać się po gładkich pionowych powierzchniach. Wszystkie karaczany mają podobną budowę ciała, w której przeważają duże skrzydła. Wbrew pozorom nie służą one do lotu, jednak chronią te stworzenia przed upadkiem z dużych wysokości. Pokrywa ciała karaczanów jest gruba i tak zbudowana, że nie przepuszcza wody i w ten sposób tworzy tym istotom znaczącą warstwę ochronną przed licznymi zagrożeniami. Najbardziej charakterystycznym elementem budowy karaczanów są jednak długie czułki. Karaczany, wybierając miejsce żerowania i egzystowania, wybierają środowiska ciepłe i wilgotne, bogate w zasoby pożywienia. Do niedawna, gdy dużych w blokach mieszkalnych funkcjonowały zsypy na odpady, to były właśnie miejsca, gdzie namnażały się karaczany. Wciąż jednak pojawienie się tych stworzeń jest możliwe nawet w samodzielnym budynku, jeżeli jego właściciele zaniedbują kwestie higieny lub w inny sposób stwarzają karaczanom wymarzone warunki do życia. Co istotne, owady te można także przez przypadek przynieść do własnego domu, odbywszy wizytę w miejscu, gdzie żerują.

 

Jak wyprosić je z domu?

Obecnie zwalczanie karauchów to domena wsypecjalizowanych zakłaadów. Najczęsciej tosowanymi metodami walczenia z karaczanami jest wykorzystywanie chemicznych preparatów, mających na celu uśmiercenie tych stworzeń. Specjalne trutki występują w formie cieczy, którą spryskuje się miejsca, gdzie przebywają te insekty lub żelu nakładanego w wyznaczonych obszarach. W zmaganiu się z tymi stworzeniami najważniejsze są upór i systematyczność. Cykl rozwojowy młodych karaczanów trwa bowiem długo i warto dbać o to, by przez cały ten okres w najbliższym otoczeniu owadów działały nieprzyjazne dla nich czynniki. Umiejętność dostosowania się karaczanów do panujących warunków środowiskowych wpływa jednak także na to, że pozbycie się ich jest trudną sztuką. Szybko stają się one bowiem odporne na kolejne środki chemiczne, jakie człowiek stosuje wobec nich, przez co stosowanie użytych wcześniej specyfików z czasem staje się bezcelowe. Warto także wziąć pod uwagę, że wyłożone trutki mogą zagrażać zdrowiu zwierząt domowych i małych dzieci. Wiele sposobów na sprytne poradzenie sobie z plagą karaczanów wypracowano na przestrzeni wieków, gdy usiłowano pozbyć się skutecznie tych niechcianych lokatorów. Metody te zakładają nie tyle szukanie sposobu na uśmiercenie, ale zwabienie insektów w jedno miejsce, by łatwiej było się ich pozbyć. Zauważono na przykład, że stworzenia te skutecznie kusi piwo, dobrze jest więc rozłożyć w domu szmatki nasączone tym płynem lub nawet napełnione nim naczynie. Rolę przynęty mogą również odgrywać inne rodzaje pożywienia, jak chleb. Jak twierdzi ludowa mądrość, zebrane dzięki takiej zasadzce i spowolnione po spożytej uczcie owady wystarczy unieszkodliwić, wrzucając je do wrzącej wody lub nawet ognia. Oczywiście można tę starą metodę połączyć z wykorzystaniem nowoczesnych trutek, tak by schwytane w taką nietypową pułapkę szkodniki same doprowadziły do swojej zagłady, pochłaniając zatrute pożywienie.